Jak nie dać się okraść przy zakupie mieszkania przez internet. Historia z życia i garść paranoi

Nie jestem żadnym rekinem finansjery, doradcą inwestycyjnym ani deweloperem. Jestem po prostu facetem, który niedawno przechodził przez piekło szukania własnego kąta i napatrzył się na rzeczy przyprawiające o mdłości. Temat oszustw w sieci znam niestety z pierwszej ręki, chociaż na szczęście to nie ja zapłaciłem frycowe.

Mój dobry znajomy stracił dwadzieścia tysięcy złotych zaliczki, ponieważ uwierzył w piękną bajkę przeczytaną na jednej z facebookowych grup. Facet zniknął, pieniądze wyparowały, a rzekome mieszkanie należało do niczego nieświadomej starszej pani.

Postanowiłem spisać kilka rzeczy, których nauczyłem się podczas moich własnych, często podszytych lekką paranoją poszukiwań. Zwykły, chłopski rozum potrafi tu uratować oszczędności całego życia.

Syndrom niepowtarzalnej okazji

Przeglądając ogłoszenia na popularnych serwisach, każdy z nas po cichu liczy na znalezienie absolutnej perły. Złota zasada rynku brzmi jednak bezlitośnie. Nikt nie sprzedaje apartamentu w centrum o trzydzieści procent taniej tylko dlatego, że „pilnie wyjeżdża za granicę” albo „dziedziczy spadek i chce się szybko pozbyć problemu”.

Oszuści bazują wyłącznie na naszej chciwości i pośpiechu. Ogłoszenie zazwyczaj pojawia się późnym wieczorem, zachwyca niesamowitymi zdjęciami i ceną, która sprawia, że serce bije szybciej. W treści zawsze znajduje się dramatyczna, chwytająca za serce historyjka uwiarygadniająca tak niską kwotę.

Czytaj też  Co zrobić z odpadami po generalnym remoncie? Sprawdzone sposoby na legalny wywóz

Gdy tylko napiszesz do sprzedającego, od razu dowiadujesz się, że chętnych jest już dziesięciu. Możesz jednak „zaklepać” sobie ten cudowny lokal, wpłacając szybki zadatek na podane konto. Wystarczy chwila refleksji, aby zrozumieć absurd tej sytuacji. Kto przy zdrowych zmysłach rezerwuje nieruchomość za pół miliona bez uprzedniego wejścia do środka?

Wirtualne spacery i magia szwedzkich katalogów

Złodzieje rzadko zadają sobie trud robienia prawdziwych zdjęć. Zazwyczaj kradną fotografie z zagranicznych portali z ofertami najmu krótkoterminowego albo wycinają wizualizacje z katalogów firm wnętrzarskich.

Mój znajomy nabrał się właśnie na takie luksusowe kadry. Wystarczyło jednak wrzucić jedno z tych zdjęć w wyszukiwarkę obrazów Google (opcja szukaj obrazem), aby przekonać się o skali oszustwa. Ten sam „przytulny salon w Gdańsku” figurował w sieci jako apartament w Barcelonie, pokój hotelowy w Pradze i mieszkanie na wynajem w Oslo.

Jeżeli widzisz w ogłoszeniu sterylnie czyste blaty, idealnie ułożone poduszki bez śladów życia i za oknem rozmazane światło zamiast konkretnej ulicy, natychmiast zachowaj ostrożność. Uczciwy sprzedawca zazwyczaj robi zdjęcia telefonem, na stole leży zapomniany kubek, a w lustrze widać odbicie jego ręki. Autentyczność bywa odrobinę niedbała.

Gdzie szukać, żeby nie osiwieć ze stresu

Media społecznościowe to wspaniałe narzędzie do podglądania znajomych, jednak szukanie tam mieszkania życia to proszenie się o kłopoty. Na darmowych grupach osiedlowych każdy może założyć w pięć minut fałszywe konto i wystawić fikcyjną ofertę. Moderatorzy tych przestrzeni po prostu nie nadążają z weryfikacją oszustów.

Zdecydowanie lepiej jest zmienić środowisko poszukiwań i odciąć się od tego informacyjnego śmietnika. Najbezpieczniej jest po prostu odwiedzić sprawdzony portal nieruchomości i tam na spokojnie ustawić sobie interesujące nas filtry. Poważne serwisy ogłoszeniowe dbają o weryfikację użytkowników, odrzucają podejrzane konta i stale współpracują z licencjonowanymi, legalnymi agencjami pośrednictwa.

Czytaj też  Jakie rośliny domowe najlepiej oczyszczają powietrze z formaldehydu

Dokumenty z wanny, czyli weryfikacja właściciela

Załóżmy, że oferta wygląda obiecująco, a sprzedający rzeczywiście istnieje i zaprasza cię na oględziny. Oszuści wynajmują czasami mieszkania na weekend przez Airbnb, po czym udają prawowitych właścicieli i pobierają zaliczki od kilku ofiar naraz w ciągu jednego popołudnia.

Tutaj nie ma miejsca na wstyd czy fałszywą uprzejmość. Zawsze bezwzględnie proszę o pokazanie dowodu osobistego i od razu porównuję go z danymi wpisanymi w akt notarialny. Kolejnym krokiem jest wpisanie numeru księgi wieczystej na oficjalnej, rządowej stronie ministerstwa.

Musisz zobaczyć na własne oczy, że człowiek stojący przed tobą w przedpokoju faktycznie widnieje w systemie jako właściciel. Jakiekolwiek tłumaczenia typu „mieszkanie jest na brata, który mieszka w Anglii, ale ja mam upoważnienie” powinny natychmiast zapalić w twojej głowie czerwoną lampkę. Dokumenty albo są czyste, albo po prostu wychodzisz i nie wracasz.

Magia notariusza

Prawdziwym sitem na naciągaczy jest jedno proste słowo: notariusz. Kiedy wspomnisz, że wszelkie zaliczki, zadatki i umowy przedwstępne podpisujesz wyłącznie w oficjalnej kancelarii, wielu „super sprzedawców” nagle traci zainteresowanie transakcją.

Zaczynają się wtedy wymówki o braku czasu, drogich kosztach taksy notarialnej i niepotrzebnej biurokracji. Twierdzą, że zwykła umowa na kartce papieru podpisana na masce samochodu w zupełności wystarczy do zarezerwowania lokalu.

Nigdy, pod żadnym pozorem nie przekazuj obcym ludziom gotówki bez pieczęci urzędnika państwowego. Notariusz jest od tego, aby zweryfikować tożsamość obu stron i sprawdzić stan prawny nieruchomości. To jedyna linia obrony przed utratą oszczędności, na które pracowałeś przez ostatnie lata.


FAQ – Pytania, które sam sobie zadawałem

Czy wpłata zaliczki Blikiem to normalna praktyka?

W żadnym wypadku. Żaden uczciwy sprzedawca nie prosi o przelanie kilku tysięcy złotych na numer telefonu w celu rezerwacji mieszkania. Płatności dokonuje się zawsze przelewem bankowym na konto powiązane z nazwiskiem właściciela, wyłącznie po podpisaniu stosownych dokumentów.

Czytaj też  Trend „powrotu do natury” w aranżacji wnętrz

Jak najszybciej sprawdzić, czy zdjęcia w ogłoszeniu nie są kradzione?

Wystarczy wejść na stronę Google Images, kliknąć ikonę aparatu w pasku wyszukiwania i wgrać tam pobrane z ogłoszenia zdjęcie (lub wkleić jego adres URL). Wyszukiwarka w kilka sekund pokaże ci, czy ta sama fotografia nie występuje na innych stronach internetowych w zupełnie innym kontekście.

Sprzedający nie chce mi podać numeru księgi wieczystej. Co to znaczy?

To sygnał alarmowy najwyższego stopnia. Numer księgi wieczystej nie jest żadną tajemnicą państwową, a uczciwy sprzedający udostępnia go bez mrugnięcia okiem. Odmowa zazwyczaj oznacza próbę ukrycia potężnych zadłużeń hipotecznych, egzekucji komorniczych lub faktu, że osoba ta w ogóle nie jest właścicielem.

Znalazłem ofertę na lokalnej grupie sąsiedzkiej. Czy to bezpieczne?

Traktuj takie oferty z ogromnym dystansem. Grupy w social mediach to naturalne żerowisko dla oszustów zakładających wirtualne konta. Znacznie bezpieczniej jest szukać ogłoszeń na dedykowanych platformach i serwisach, które prowadzą weryfikację swoich użytkowników.

Czym różni się zaliczka od zadatku przy rezerwacji mieszkania?

To kolosalna różnica prawna. Zaliczka jest zawsze zwrotna, jeśli transakcja ostatecznie nie dojdzie do skutku. Zadatek natomiast przepada na rzecz sprzedającego, gdy to ty zrezygnujesz z zakupu. Jeśli jednak to sprzedawca zerwie umowę, musi ci oddać zadatek w podwójnej wysokości. Zawsze precyzuj ten termin w umowie.


Ważne linki ostrzegawcze

  1. Policja.pl – Komunikaty ostrzegawcze dotyczące oszustw na rynku nieruchomości
  2. Ministerstwo Sprawiedliwości – Przeglądarka Elektronicznych Ksiąg Wieczystych
  3. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) – Poradniki dla konsumentów na rynku deweloperskim i wtórnym
  4. CERT Polska – Baza zgłoszeń incydentów w sieci i fałszywych ogłoszeń

Dodaj komentarz